Węgrzce na sportowo – relacja z drugiej wycieczki rowerowej
Wycieczka „Dookoła Nowej Huty”
Kolejna „sportowa” niedziela w ramach cyklu wydarzeń „Węgrzce na Sportowo” tym razem udaliśmy się wycieczkę dookoła Nowej Huty. Nowa Huta kojarzy nam się głównie – jak sama nazwa głosi – z Hutą. Jednak jak mogliśmy przekonać nie tylko Hutą żyje Nowa Huta 😉 Zacznijmy jednak od samego początku …
O godz. 11-tej ruszyliśmy startując z boiska TS „Węgrzce” przejeżdżając polną ścieżką by dojechać do drogi którą następnie dojechaliśmy jadąc pośród pól do Dziekanowic. Czyli zaczynamy naszą jazdę bezdrożami dojechać do obrzeży Nowej Huty coraz to lepszymi ścieżkami by na końcu jechać szerokimi asfaltowymi wyodrębnionymi drogami dla rowerów. Można to opisać jako podróż w czasie gdzie z każdym kilometrem przeskakiwaliśmy i kilka lat w rozwoju cywilizacyjnym. Co ciekawe tylko rowery się nie zmieniały a podłoże, po którym jechaliśmy 🙂 To pokazuje jakim wspaniałym wynalazkiem jest rower! Jak nie wiele potrzeba by móc się na nim przemieszczać i poznawać piękne miejsca i rejony, które są wokół nas.
Pierwszym takim ciekawym – można tu użyć słowa – pięknym miejscem jest Zalew Nowohucki, który w minionych latach bardzo się zmienił … na + oczywiście. Przejechaliśmy Zalew Nowohucki niemalże dookoła i udaliśmy się dalej – jadąc wygodnymi szerokimi wyodrębnionymi dróżkami dla rowerów. Jadąc tak dojechaliśmy do Lodowej Huty czyli jedynych w swoim rodzaju lodów jakie są tu serwowane. Gorąco polecamy smak „Beza z maliną”! Rewelacja.
No dobrze, zjedliśmy lody, poplotkowaliśmy, czas więc udać się dalej, czyli na Łąki Nowohuckie. Przejechaliśmy obok NCK’u czyli Nowohuckiego Centrum Kultury, by po chwili wjechać na szutrową ścieżkę poprowadzoną przez wspomniane już Łąki Nowohuckie. Zatrzymaliśmy się na jednym z pomostów czy też molo, by zapoznać się informacjami na temat roślinności, która rośnie na łąkach. Przy okazji mieliśmy szansę podziwiać panoramę Nowej Huty z Placem Centralnym pośrodku. Zrobiliśmy pętlę i pojechaliśmy dalej przed siebie w stronę Parku Lotników. A skoro Park Lotników to może są gdzieś w pobliżu jakieś samoloty ? Tak oczywiście – jest tu przecież Muzeum Lotnictwa. Podziwialiśmy samoloty oraz helikoptery jadąc wzdłuż ogrodzenia. Niestety – jedna z uczestniczek złapała kapcia i musiała wykonać „telefon do przyjaciela” czyli Pana Męża – by przyjechał wozem technicznym i zabrał do domu 😉 No cóż – taki sport – kapcie się zdarzają. Zostawiliśmy naszego pechowca i udaliśmy się w drogę powrotną przez Prądnik Czerwony do Węgrzc.
Wycieczka na pewno ciekawa, dla wielu osób miejsca, w których byliśmy, były czymś nowym, co mnie jako prowadzącego bardzo cieszy. Dziękuję za wspólną bezpieczną i wesołą jazdę. Do następnego razu!
Adam Furgała
